Farmaceuta pierwszego kontaktu – cz. 1

Oczekiwania pacjentów od polskiego farmaceuty zmieniały się wraz z realiami otaczającego świata. Zawód od zawsze podlegał konfliktowi okoliczności lub interesów. Farmaceuta musiał radzić sobie z konfliktem pomiędzy swymi uprawnieniami a rzeczywistą rolą w systemie ochrony zdrowia oraz z zasypaniem przepaści pomiędzy potrzebną wiedzą a programem studiów.

 

autor: dr farm. Jarosław Matla

 

W swoim czasie świat obiegła wiadomość o tym, jak pewien farmaceuta z małego amerykańskiego miasta zdiagnozował guza mózgu u nastolatka. A było tak: do osiedlowej apteki weszła kobieta z synem, aby zrealizować wypisaną dla niego receptę. Aptekarz, sędziwy Japończyk, przyjrzał się chłopcu i dostrzegł u niego anizokorię, czyli nierówność źrenic. Ponieważ wypisane na recepcie leki nie miały z tym objawem żadnego związku, aptekarz zapytał, czy była z synem u neurologa. Usłyszawszy, że nie była, doradził jej, by uczyniła to nie zwlekając. Wczesna diagnoza guza mózgu uratowała dziecku życie i zdrowie.

 

Zdarzenie jest optymistyczne i budujące do tego stopnia, że możemy nie wnikać, jak było naprawdę. Zwłaszcza, że mniej spektakularne przypadki współpracy farmaceuty w pomyślnym przebiegu leczenia są na porządku dziennym. Aptekarz pomaga w przestrzeganiu zaleceń lekarskich, pomaga w prawidłowym zdiagnozowaniu dolegliwości lub zastąpieniu dziwacznej polipragmazji skuteczniejszą monoterapią, a nierzadko koryguje błędy ordynacji.

 

System, w którym farmaceuty był (i jest) odpowiedzialny za wydanie leku na naszych oczach odchodzi w przeszłość. Ustawienie farmaceuty w roli strażnika ordynacji miało zapobiegać konfliktowi interesów pomiędzy lekarzem a farmaceutą. Życie pokazało, że ten obszar nie jest polem konfliktu, a przeciwnie – płaszczyzną współpracy. Aptekarz nie tylko nie konkuruje z lekarzem o wybór leku, ale gdy trzeba odciąża pacjenta, biorąc na siebie dopilnowanie dostarczenia prawidłowej recepty. Nawiasem mówiąc, wprowadzenie ustawowego obowiązku informowania pacjenta o tańszym odpowiedniku zostało w końcu zaakceptowane. Lekarze dobrze wiedzą, że tego prawa nie można pacjentowi odmówić. Mógłby wówczas nie wykupić leku lub jeszcze gorzej – powiedzieć lekarzowi, że wykupił i stosuje.

 

W interesie pacjentów jest, by apteka stanowiła ogniwo systemu ochrony zdrowia i umożliwiała nabycie leku, także leku na receptę. Dlatego na całym świecie rośnie presja na poszerzanie kompetencji farmaceuty w zakresie ordynacji. Farmaceuci brytyjscy otrzymali prawo ograniczonego wypisywania recept już paręnaście lat temu, jako następna grupa nie-lekarzy po pielęgniarkach i położnych. Wydaje się, że w Polsce podążamy tą samą drogą. Ciekawa rzecz, że nadanie magistrom pielęgniarstwa uprawnień do wypisywania recept nie wywołało lawiny problemów. Do aptek nie zaczęły masowo napływać wadliwe recepty, a wytwórnie pieczątek nadal mają wolne moce przerobowe.

 

CDN.