Kreatywność pracowników – cz. 1

Kreatywność, to określenie, które bardzo często pojawia się w naszym życiu. Mowa tu o kreatywności w odniesieniu do pożądanej cechy, na przykład u dzieci. Cechę tę spotykamy również w odniesieniu do osób dorosłych, zwłaszcza w kontekście pracownika. Przeglądając oferty pracy nierzadko czytamy, że idealny kandydat powinien cechować się kreatywnością. Z drugiej strony, szukając pracownika i przeglądając CV, co druga osoba postrzega siebie jako kreatywną.

 

autorka: Anita Gałek
trener, coach ICF

 

Czym jest zatem kreatywność i czy można ją rozwijać? Kreatywność – za Wikipedią – to (postawa twórcza; od łac. creatus, czyli twórczy) proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji, lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Myślenie kreatywne to myślenie prowadzące do uzyskania oryginalnych i stosownych rozwiązań. Cecha ta nie musi wiązać się z wielkimi wynalazkami. Może określać po prostu nowe dla nas pomysły, na które wpadł już ktoś wcześniej. Warto zdawać sobie sprawę, że inspirowanie się czyimiś myślami, koncepcjami i wykorzystywanie ich w sowich działaniach, jest również procesem twórczym. Przecież może prowadzić do wypracowania nowych, oryginalnych rozwiązań.

 

Co zatem jest istotą kreatywnego myślenia i działania? To wychodzenie poza schemat, poza ramy standardowego działania. Oderwanie od ograniczeń w poszukiwaniu nowego rozwiązania (które na początek może wydawać się szalone i nieoczywiste).

 

Kiedyś pomysłowość, kreatywność, zdolność do tworzenia nowych koncepcji przypisywano osobom wybitnym, ponad przeciętnie inteligentnym, a nawet geniuszom. Gdybyśmy myśleli tak nadal, znalezienie kreatywnego pracownika, który miałby wnieść „powiew świeżości”, nowe pomysły, graniczyłoby z cudem. Dzisiaj już wiemy, że cecha ta nie ogranicza się do elitarnych kręgów. Co więcej, kreatywność można odkrywać i rozwijać na każdym etapie życia. Specjaliści twierdzą wręcz, że wszyscy jesteśmy kreatywni, a to, czy cechę tę przejawiamy, zależy od wielu czynników.

 

Jednym z nich jest dzieciństwo. Wystarczy poobserwować dzieci, by zauważyć jak wielkim potencjałem twórczym dysponują. Rodzice często nawet mówią, że ich dziecko ma sto pomysłów na minutę. A to świadczy o niczym innym, jak tylko o kreatywności latorośli. Ta pomysłowość przejawia się w niesamowitych rysunkach, niestandardowych zastosowaniach przedmiotów ( pacynki ze skarpetek, czy rękawiczek, łóżeczko dla lalek z pudełka po butach itp.). Idąc tym tropem, zadajemy sobie pytanie: „Skoro wszystkie dzieci są kreatywne, dlaczego nie wszyscy dorośli przejawiają tę cechę?”. Odpowiedź jest dość prosta. Zaczynamy wchodzić w schematy, normy, które są nam narzucane przez rodziców, otoczenie. Idziemy do szkoły, gdzie system nauczania jest zero- jedynkowy, a rozwiązanie zadania w inny sposób niż wskazany, budzi kontrowersje (to oczywiście uogólnienie, na szczęście zaczyna się to zmieniać). Sami zaczynamy się pilnować, a co za tym idzie, blokować w pomysłach, by nie wychodzić przed szereg, by nie powodować dyskusji i tłumaczenia.

 

Z tym podejściem i schematem wchodzimy w dorosłość. Teraz już łatwiej uzmysłowić sobie, że z takim bagażem doświadczeń trudno nam być kreatywnym pracownikiem, którego ponosi fantazja, który ma łatwość przedstawiania nowych pomysłów, bez lęku przed krytyką.

 

Środowisko pracy też często nie sprzyja nowym pomysłom i wychodzeniu poza schemat. Weźmy na przykład kwestię merchandisingu w aptece. Farmaceuta dostaje zadanie wyeksponowania leku przeciwgorączkowego w okresie grypowym. Kierownik apteki wskazuje konkretną półkę, na której produkty mają być wystawione. Pracownik widzi, że ustawienie preparatu w innym miejscu ma szansę wygenerowania większej sprzedaży. Sygnalizuje zatem swój innowacyjny pomysł przełożonemu i co słyszy? „Daj spokój, nie kombinuj”. Co następnym razem zrobi pracownik? Pewnie nie zaproponuje już swojego rozwiązania.

 

Jak zatem umiejętnie nie ograniczać kreatywności naszych zespołów? O tym dowiedzą się Państwo z drugiej odsłony artykułu.