Recepta na zarządzanie w aptece według Miltona Ericksona – cz. 2

Celem pierwszej części artykułu było naświetlenie, jakie podłoże miały poglądy Miltona Ericksona oraz jak to wpłynęło na zasady, które dla wielu psychologów, trenerów i coachów stały się przełomowe, a które ja uznaję za bardzo użyteczne w zarządzaniu personelem aptecznym. Teraz czas na konkrety i praktyczną stronę pięciu zasad Ericksona w aptece.

 

autor: Jacek Olszewski
trener/coach

 

Według Miltona Ericksona każdy człowiek, w każdym swoim momencie jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Takie podejście pozwalało choremu przez całe życie Ericksonowi zachować hart ducha. Cała jego przeszłość miała duży wpływ na podejście do indywidualizmu. Każdy jest na swój sposób w porządku i każdy jest niezwykły, i to jest wartością nadrzędną. Kiedy widzimy kogoś, kto odróżnia się od nas, choćby wyglądem, bywa, że patrzymy na tę osobę nieco inaczej. Bo nie jest taki jak my. Pojawia się ciekawości, czasem strach albo współczucie. Jak to wpływa na nas, a jak na ową osobę?

 

Zarządzając personelem aptecznym, macie Państwo przekrój przez całą plejadę osobowości. Kiedy do tego dodamy różnice pokoleniowe czy różnice związane z płcią, obraz jest niezwykle różnorodny. Z pewnością jednymi zarządza się Wam łatwiej, a innymi trudniej. I z całą pewnością wiele czynników ma na to wpływ. Gdybyśmy jednak mieli odwołać się tylko i wyłącznie do jednego – mianowicie do Waszego spojrzenia na drugiego człowieka i zaklasyfikowania go do grupy: „ok.” lub „nie-ok.”, jaki miałoby to wpływ na to, jak go traktujecie na co dzień? Jeśli trafi do grupy „nie-ok.” (a trafił tam, ponieważ w którymś aspekcie nie pasuje do Waszego obrazu pracownika), to jak będziecie podchodzić do takiego aptekarza? Czy forma przekazu, wydawania poleceń, chwalenie etc. jest analogiczna do tych osób, które zaklasyfikowaliście do tzw. grupy „ok.”? Jak kształtowałyby się Wasze wzajemne relacje? Wszystko zaczyna się i kończy w głowie. Mamy wpływ na swoje myśli i jeżeli one nam przeszkadzają, pracujemy nad tym, by je zmienić. Jeżeli nie lubisz kogoś w Twojej aptece, warto uczciwie zastanowić się, z jakiego powodu? Być może wynika to z Twoich doświadczeń, a niekoniecznie z zachowania nielubianego kolegi? Na to pytanie każdy odpowiada sobie sam.

 

Każdy z nas dysponuje możliwościami, by poradzić sobie z tym, co serwuje nam życie. Tak w skrócie moglibyśmy przełożyć drugie z założeń Ericksona. Mamy odpowiedni potencjał i energię, by pokonać każdą z przeszkód, jaka pojawi się na naszej drodze. Znamy w końcu przypadki osób, które nie będąc w pełni sprawne wchodziły na wysokie góry, pływały czy osiągały intelektualne szczyty, choć niewielu dawało im na to szanse. Oczywiście świat nie jest wolny też od przykładów, w których komuś nie powiodło się i przegrał ze swoimi słabościami. To prawda, natomiast Erickson wyszedłby z założenia, że nie zdążyli oni odkryć w sobie potencjału pozwalającego im wygrać. Ludzie potrafią się uczyć i wyciągać wnioski, stąd bierze się ich gatunkowa umiejętność przetrwania w zmieniających się warunkach. A co ma do tego kierownik apteki? Bardzo dużo, ponieważ to on ma być katalizatorem, który pozwoli uwolnić potencjał w farmaceucie. To właśnie rolą kierownika jest odpowiednie ukierunkowanie rozwoju podwładnych. Jeżeli – zwłaszcza młody farmaceuta – nie uzyska odpowiedniego wsparcia, apteka straci i jego, i cały jego nieodkryty potencjał na rzecz konkurencji, która być może będzie potrafiła dostrzec w nim odpowiednią wartość. A żeby dać szansę farmaceucie na pokazanie, ile jest wart, najpierw należy przyjąć, iż jest on „ok.” taki, jaki jest.

 

Czasem trudno przyjąć, zwłaszcza w zarządzaniu młodym personelem, iż – zgodnie z teorią ericksonowską – ludzie są z natury „ok.” tacy, jacy są i starają się dla siebie i najbliższych, czy to na gruncie prywatnym czy zawodowym, o to, co najlepsze. Jeszcze trudniej uznać, iż ludzie w danym momencie podjęli najlepszą możliwą decyzję. Zwłaszcza, jeżeli z punktu widzenia apteki nie była ona szczególnie korzystna. Szerzej opowiem o tym w ostatniej części artykułu.